dym
dym
Został tylko popiół, stary świat już zgasł,
w tym gęstym dymie zatrzymał się nasz czas.
Stoję na zgliszczach, w ciszy, co dusi głos,
gdy nagle czyjaś dłoń odmienia mój los.
Opar unosi się wolno, zakrywa dawny świat,
oddech w tym dymie oczyszcza mnie z wad.
Żar pod stopami powoli przestaje już piec,
zamiast uciekać w panice, mam z kim przed siebie biec.
Gdy opada ten dym i nie widać już łez,
ja znam swój kierunek i wiem, gdzie mój jest.
Ktoś poda mi dłoń, gdy rozgrzany jest grunt,
i razem zmienimy ten narzucony nam punkt.
To nie koniec, to dym, który kryje nasz świt,
budujemy od nowa ten zgliszczowy mit!
Wszystko spłonęło, wokół opadła mgła,
a w mojej głowie cicha, spokojna nuta gra.
Siedzę na gruzach, wiatr rozwiewa dawny strach,
zostaje prawda, choć runął tamten gmach.
Lecz w tym oparze, gdy zmysły powoli gasną,
czyjaś obecność sprawia, że robi się jasno.
Krok obok kroku, pewny i cichy gest –
ktoś wyciąga dłoń, bo wie, jak ciężko jest.
Przeszłość zostaje za nami, choć wciąż gryzie w oczy pył,
znamy tę drogę, na której każdy kiedyś błądził i żył.
Lecz teraz nie liczy się strach, gdy obok ktoś wiernie trwa,
i w tym gęstym dymie nowa melodia nam gra.
Gdy opada ten dym i nie widać już łez,
ja znam swój kierunek i wiem, gdzie mój jest.
Ktoś poda mi dłoń, gdy rozgrzany jest grunt,
i razem zmienimy ten narzucony nam punkt.
To nie koniec, to dym, który kryje nasz świt,
budujemy od nowa, odrzucamy każdy mit!
Nie pytaj, co będzie jutro, bo planów nie pisze nikt,
zniszczyliśmy tamte klatki i cały ten bolesny mit.
Idziemy ramię w ramię przez dym, który zasłania świat,
wspierając się nawzajem, gdy w oczy uderza chłód i wiatr.
Bo kiedy wokół jest ciemno i wszystko powoli drży,
wystarczy spojrzenie w oczy, by wiedzieć, co znaczą dni.
Ktoś, kto nie uciekł, gdy ogień zaczął dosłownie palić dom –
z taką osobą na wiekach zbuduję swój własny tron!
Gdy opada ten dym i nie widać już łez,
ja znam swój kierunek i wiem, gdzie mój jest.
Ktoś poda mi dłoń, gdy rozgrzany jest grunt,
i razem zmienimy ten narzucony nam punkt.
To nie koniec, to dym, który kryje nasz świt,
budujemy od nowa, odrzucany każyd mit!
Gdy opada ten żar i nie słychać już słów,
wiem, że nie chcę do dawnych wracać reguł znów.
Wystarczy jeden znak i dłoni pewny gest,
w tym gęstym dymie widać dokładnie, kto przy Tobie jest...
Gdy opada ten dym i nie widać już łez,
ja znam swój kierunek i wiem, gdzie mój jest.
Ktoś poda mi dłoń, gdy rozgrzany jest grunt,
i razem zmienimy ten narzucony nam punkt.
To nie koniec, to dym, który kryje nasz świt,
budujemy od nowa, odrzucany każdy mit!
Stare reguły i zasady spłonęły w tamten dzień,
zostawiając za nami tylko rozmyty, szary cień.
Z gruzów i popiołów buduję na nowo własne ja,
gdzie żaden dawny nakaz już w głowie mi nie gra.
I chociaż wokół unosi się jeszcze gęsty dym,
to dawno porzuciłem tamten fałszywy rym.
Bo w tym cichym świecie, gdy ogień wkoło gasł,
moja ręka trzyma Twoją dłoń – i tak zaczął się nasz czas.
Wszystkie utwory — linki
Wszyscy wykonawcy — linki